LOTNICZE DEPUŁCZYCE 2017

Lotnicze Depułtycze 2017
Zapraszam do krótkiej relacji z tej imprezy!

Lotnicze Depułtycze 2017 była to dwudniowa impreza, która odbyła się w dniach 10-11 czerwca.
Ja, z powodu przyczyn zawodowych, musiałem sobotę poświęcić na jazdę w przeciwnym kierunku, a później jazdę na drugi koniec Polski, aby przyjechać na miejscówkę po 21 i rano być gotowy na pokazy.  Dlatego moje odczucia będą odnosiły się do ostatniego dnia imprezy.
To, co mnie przekonało, aby jechać na tą imprezę to było zaproszenie 2 ciekawych maszyn, czyli Rocwell  0V-10 Bronco oraz Supermarine Spitfire XVI oraz Pterodactyl flight.

Pierwsza maszyna, która przyciągnęła moją uwagę Rocwell  0V-10 Bronco. Jest to ciekawa konstrukcja, z która powstała w pierwszej połowie lat 60. Jest to lekki samolot szturmowo – obserwacyjny z  przeznaczeniem do działań przeciwpartyzanckich. Na pokazach prezentowała się maszyna, która została przemalowana na pustynne barwy, i która służyła w korpusie Marines, a w wcześniejszym życiu latała u naszego zachodniego sąsiada z numerami GAF 99+24. Przez cały dzień samolot brał udział w kilku wystapieniach – solo i jak wspólnych przelotów (np. z grupą Cellfast Flying Team ) więc mogłem nacieszyć swoje oczy tą nietypową konstrukcją.

Kolejnym rodzynkiem na tej imprezie był Supermarine Spitfire XVI pomalowany w charakterystyczne czarno-białe pasy, które były malowane na samolotach biorących udział w operacji D-DAY. Supermarine Spitfire- tej maszyny chyba nie trzeba nikomu przedstawiać- wszyscy znamy książkę pt. „Dywizjon 303” autorstwa Arkadego Fiedlera.  Udało mi się zakraść w pobliże tej maszyny i zrobić kilka zdjęć, jak również  porozmawiać przez chwile z pilotem tej maszyny.  Ten samolot w powietrzu to istne cudo- mam wielką słabość do fotografowania maszyn z okresu drugiej wojny światowej. Dlatego tak bardzo cieszę się, że mogłem podziwiać tą maszynę,jak również dotknąć jej, wymieć kilka uwag z osobą, która ma to szczęście, że może nią latać.

Kolejną perełką była grupa rekonstrukcyjna pt „Pterodactyl flight”. Jeżeli macie możliwość zobaczenia ich pokazów, to idźcie. Nie będziecie zawiedzeni. Grupa ta lata na replikach maszyn z pierwszej wojny światowe i do tego robi prawdziwy show. Jak już na pewno wiecie, pokazy gdzie dzieje się dużo w powietrzu ( bitwa powietrzna) i na ziemi (płonący samolot + wybuchająca ciężarówka oraz ostrzeliwujący się ludzie) – tego nie da się opisać, a  zdjęcia pozwalają jedynie częściowo pokazać, co tam faktycznie się działo-jeżeli w waszej okolicy będzie piknik lotniczy i tam będą występować to zapraszam na ich pokaz- nie będziecie zawiedzeni.

Ciekawy pokaz dała maszyna Boeing Stearman- ale już o tej maszynie sporo pisałem, a w sieci znalazłem fajny film to zapraszam do zobaczenia:

Film zostal zrobiony przez „Irytujący Historyk” ( zapraszam do śledzenia FB tego autora)

Na koniec pokazów pokazał się gość z 23 BLT, czyli Fulcrum Solo Display Team- Show bardzo fajne i dynamiczne. Panowie z Fulcrum Solo Display Team to jest sama klasa w sobie i jeżeli już śledzicie bloga to wiecie, że zawsze wysoko oceniam ich pokazy.
Imprezę oceniam bardzo pozytywnie- i tutaj bardzo dziękuję ekipie z tzw. LUFY- czyli Lubelska Unia Fanów Awiacji. Panowie( i Panie;) Bardzo dziękuje za zaproszenie, grilla rozmowy i wspólne robienie zdjęć- dlatego po to się jeździ na takie pokazy, aby pobyć pomiędzy ludźmi. Którzy są serdeczni i tak samo zakręcenie na punkcie samolotów, jak ja. Bardzo dziękuje za zaproszenie!

Co do następnej edycji to jak na razie jest przerwa – teren lotniska jest poddany rozbudowie i do 2019 impreza została zawieszona. Mam nadzieje, że impreza wróci już na stałe karty kalendarza imprez lotniczych.